Pamiątkowa fotografia

fotografia

Pamiątkowa fotografia grupy osób

Dużą część wykonywanych przez nas zdjęć osób będą stanowiły fotografie reporterskie, zrobione „na gorąco” – chlebem powszednim wielu fotoamatorów jest fotografowanie bliskich i bliźnich w rozmaitych życiowych sytuacjach. Nie ograniczajmy się jednak tylko do rejestrowania okazjonalnych uroczystości, weekendowych eskapad etc., jak to wielu czyni.

Niech polem naszych fotograficznych działań będzie także rejestrowanie codzienności, zwyczajności. Oddając się również i takiemu fotografowaniu czujmy się kronikarzami życia rodzinnego, naszego środowiska pozarodzinnego… Nasze fotografie przetrwają dziesiątki lat, może nawet setki, przechodząc z pokolenia na pokolenie. I czerpmy satysfakcję ze świadomości ich „długowieczności” – tworzymy przecież dokument czasu, w którym żyjemy, który z biegiem lat będzie miał coraz większą wartość! 🙂

Zapewne niektórzy zapragną też wychodzić z aparatem poza własne środowiska. Dla inteligentnej, społecznie wrażliwej i spostrzegawczej osoby takie fotografowanie okaże się wspaniałą i kształcącą przygodą. Przygodą bezpośredniego uczestnictwa w różnych faktach życia społecznego i wyrażania własnego, osobistego do nich stosunku. Wreszcie bardzo ciekawym i bogatym polem fotograficznej działalności jest portret – wizerunek człowieka, który ukazuje jego osobowość, albo uchyla rąbka tajemnicy o jego wnętrzu, czy – wyjawia choćby przelotne uczucie…

Niejednokrotnie zapragniemy też zrobić zwyczajne, „ustawione” pamiątkowe zdjęcie grupy osób. Dzisiejszy odcinek jest poświęcony takiemu właśnie fotografowaniu 🙂

W bardzo wielu kolekcjach fotografii znajdujemy obrazki, na których uwiecznione osoby stoją sztywno i w napięciu oczekują na zdjęcie. W dodatku często nasi bliźni są sfotografowani ze zbyt dużej odległości, skutkiem czego bywają niekiedy tak mali, że… prawie nie do zidentyfikowania.

Skończmy raz na zawsze z taką radosną twórczością!

Jest regułą, że odległość aparatu od grupy kilku osób powinna wynosić parę metrów. Zresztą, patrząc na wyświetlacz, czy przez celownik aparatu, widzimy, jaką część kadru zajmą.
A jak „rozluźnić” grupę sztywną, oczekującą w napięciu na zdjęcie?

Po prostu poprośmy osoby, które zamierzamy sfotografować, by przyjęły naturalne postawy. Jeśli któraś z nich ma zwyczaj trzymania rąk w kieszeniach, niech trzyma je nadal. Jeśli inna ma, załóżmy, zwyczaj pochylania głowy w prawo, wykorzystajmy ten atut naturalności. I nasi towarzysze mogą patrzeć w obiektyw. Nigdy zaś – nie udawać, że nie widzą, iż są fotografowani. Wszakże nie lubimy „udawaczy”, nieprawdaż? 🙂

Jeśli nie uda się nam nakłonić fotografowanych osób do naturalnego zachowania za pierwszym razem, poprośmy o to po raz drugi. Jeśli zajdzie potrzeba – po raz trzeci, czwarty. Jednocześnie należy być przez cały czas gotowym do błyskawicznego zareagowania, bo w każdej chwili może nastąpić odpowiedni moment do zrobienia zdjęcia. Niekiedy też będziemy mogli „rozluźnić” grupę dzięki „pstryknięciu” zdjęcia w chwili, gdy jeszcze była usztywniona. Nasi towarzysze, przekonani, że to już koniec fotografowania, być może na moment staną się sobą, a jeszcze nie zdążą się rozejść. I wówczas zrobimy drugie zdjęcie, już poprawne 🙂

Nieraz zapragniemy sfotografować grupę na konkretnym tle, na przykład zabytkowego obiektu. Niekiedy w takich przypadkach trzeba się będzie nieco namęczyć, zwłaszcza, gdy owo tło będzie dużych rozmiarów (np. pokaźna budowla). Wyobraźmy sobie, że przyjechaliśmy z wycieczką do stolicy i podjęliśmy decyzję, iż sfotografujemy się na tle Kolumny Zygmunta. Jak zrobić zdjęcie, aby osoba, która spojrzy na gotową już fotografię od razu poznała, że Kowalski to Kowalski, Malinowska to Malinowska, i jednocześnie żeby widziała za nimi nie jakąś tam kolumnę, a konkretnie – Kolumnę Zygmunta? Nie jeden, nie dwa i nie dziesięć razy widziałem produkcje fotografów-nieudaczników. Reprezentują oni dwie szkoły. Pierwsza polega na tym, że na zdjęciu widoczny jest cały obiekt, a grupa jest mikroskopijnych rozmiarów. Druga na tym, że grupa zajmuje należytą część kadru, lecz w tle widoczna jest tylko dolna część kolumny.
Jak więc zrobić prawidłowe zdjęcie?

Po prostu ustawić grupę w wystarczająco dużej odległości od kolumny – kilkudziesięciu, stu, czy stu kilkudziesięciu metrów, a bliźnich sfotografować z odległości, załóżmy, kilku. Wyobraźmy sobie jako tło wieżę Eiffla, a może piramidę Cheopsa ? 🙂 Albo Statuę Wolności czy Krzywą Wieżę w Pizie… Zapewne umili to nam przygotowanie do zdjęć 😉

Nieco bardziej trzeba się będzie pogłowić przy fotografowaniu grupy liczącej dużą ilość osób. Towarzyszyłem kiedyś kilkudziesięcioosobowej grupie harcerek i harcerzy w wycieczce do Puszczy Kampinoskiej. Biwakowali akurat na malowniczej polanie. Poprosili mnie, bym zrobił im wszystkim zdjęcie. Oczywiście nie ustawiłem moich młodych towarzyszy jeden przy drugim, bo wówczas grupa wyszłaby na zdjęciu bardzo wąska i bardzo długa, a sama fotografia musiałaby być zrobiona z bardzo dużej odległości. Poprosiłem więc, by osoby ustawiły się w dwóch szeregach, jeden za drugim, zaś pozostałe usiadły na trawie. Gdy spojrzałem przez celownik aparatu na tak ustawionych młodych ludzi w harcerskich mundurach, spostrzegłem, że druh Iks nieopatrznie schował głowę za kolegę i tylko jej część jest widoczna, a twarz druha Igrek przybrała taki grymas, który bynajmniej, utrwalony na zdjęciu, nie przysporzyłby jego autorowi radości. A przecież każdy chciał mieć uwiecznione swoje oblicze i korzystnie wyglądać! Musiałem więc interweniować, wielokrotnie też poprawiałem wzajemny układ sylwetek. Na wszelki wypadek zrobiłem około dziesięciu zdjęć. Mniej więcej jedną trzecią kadru u góry zajmowało tło – fragment malowniczego lasu, nieco też miejsca pozostawiłem u dołu (murawa).

Jeszcze dwie uwagi dotyczące „ustawionych” zdjęć grupy osób (jak również innych obiektów).

Pierwsza: grupę „poziomą” (np. złożoną z pięciu czy większej ilości osób), sfotografujmy aparatem ustawionym poziomo. Ale pionową (np. dwie stojące osoby) – pionowo. W ogóle jest regułą, że motywy pionowe „zdejmujemy” w ten sposób, lecz, niestety, często o tym zapominamy.

Druga: fotografujmy naszych bliźnich aparatem trzymanym mniej więcej na wysokości połowy ich sylwetek. Bo jeślibyśmy czynili to aparatem przyłożonym do oka stojąc w wyprostowanej pozycji, perspektywa zostałaby zniekształcona: „skrócilibyśmy” im nieco nogi, „powiększylibyśmy” głowy (bo nogi byłyby dalej od kamery, głowy bliżej).

 

Lekcja jest częścią kursu "Fotografujemy" publikowanego przez
Księgarnię Fotograficzną FotoSzop.pl"  www.fotoszop.pl/kurs