Słowo, które zabija. Czy masz krew na klawiaturze?

Dzisiaj, 10 lutego, przypada  Dzień Bezpiecznego Internetu (DBI). Brzmi jak kolejna data w kalendarzu, obok dnia bez samochodu czy dnia pizzy. Ale ten dzień nie jest świętem. To zbiorowy krzyk o pomoc. To dzień walki z hejtem. To moment, w którym musimy stanąć przed lustrem (lub ekranem smartfona) i zapytać: czy ja też biorę w tym udział?

Zanim powiesz: „Ja tylko wyrażam opinię”, przeczytaj to do końca. Bo różnica między opinią a hejtem jest taka sama, jak między skalpelem chirurga a nożem w ręku oprawcy. Jedno ma leczyć, drugie ma zniszczyć.

Anatomia nienawiści w białych rękawiczkach

Hejt nie zawsze zaczyna się od rynsztokowych wyzwisk. Czasem zaczyna się niewinnie, na kobiecych forach, pod zdjęciami na Instagramie, w komentarzach na portalach takich jak nasz. „Mogłabyś coś ze sobą zrobić”, „W tym wieku to już nie wypada”, „Widać, że matka sobie nie radzi”, „Sztuczna i pusta”. Wydaje Ci się, że to tylko kilka liter rzuconych w eter? Dla Ciebie to trzy sekundy pisania między mieszaniem zupy a sprawdzaniem poczty. Dla osoby po drugiej stronie to sztylet wbity prosto w serce. Hejt to nie jest „problem internetu”. Hejt to proces powolnego zabijania w kimś poczucia wartości, radości z życia, a w skrajnych przypadkach – woli walki o kolejny dzień.

Ekran to nie tarcza, to iluzja

Dlaczego to robimy? Psychologia jest bezlitosna: hejtujemy, bo sami czujemy się mali. Bo cudzy sukces nas parzy, a cudza odmienność przeraża. Internet dał nam złudne poczucie anonimowości i bezkarności. Siedząc w ciepłym fotelu, czujemy się jak sędziowie orzekający o życiu innych.

Ale pamiętaj: po drugiej stronie nie ma „profilu”. Nie ma „awatara”. Jest żywy człowiek. Kobieta, która może właśnie przechodzi depresję. Nastolatka, która od tygodnia nie je, bo ktoś napisał, że ma grube uda. Matka, która płacze w łazience, bo internautki uznały, że jest niewystarczająco dobra. Twoje „szczere zdanie” może być tym ostatnim ciężarem, którego ta osoba już nie udźwignie.

Kiedy słowa stają się wyrokiem

Wstrząsające jest to, jak bardzo przywykliśmy do cyfrowej przemocy. Przewijamy komentarze pełne jadu, jakby to był szum informacyjny. A hejt zbiera realne żniwo. To są tysiące wizyt u psychiatrów, to są zamknięte w sobie dzieci, które boją się iść do szkoły, to są wreszcie tragedie, o których słyszymy w wiadomościach – o młodych ludziach, którzy wybrali ciszę cmentarza zamiast huku nienawiści w sieci.

Czy naprawdę chcemy żyć w świecie, w którym największą odwagą jest opublikowanie zdjęcia bez filtra? Czy chcemy, by nasze córki dorastały w przekonaniu, że każdy błąd zostanie publicznie wychłostany przez armię anonimowych „perfekcyjnych”?

Przerwij łańcuch. Zacznij od siebie.

Dzień Walki z Hejtem to nie czas na teoretyczne rozważania. To czas na konkretne działanie.

  1. Zasada 5 sekund: Zanim klikniesz „wyślij”, spójrz na swój komentarz i wyobraź sobie, że mówisz to tej osobie prosto w twarz, patrząc jej w oczy. Nadal chcesz to wysłać?

  2. Reaguj na zło: Widzisz hejt pod postem koleżanki lub obcej osoby? Nie milcz. Milczenie to przyzwolenie. Napisz coś miłego, zgłoś komentarz, postaw tamę nienawiści.

  3. Zrozum różnicę: Możesz się z kimś nie zgadzać. Możesz mieć inne poglądy. Ale masz obowiązek szanować godność drugiego człowieka. Zawsze.

Lekcja empatii na dziś (i na zawsze)

Dzisiaj, 10 lutego, zróbmy coś nietypowego. Zamiast szukać dziury w całym, znajdźmy powód do zachwytu. Napisz komuś szczerze: „Robisz dobrą robotę”, „Pięknie dziś wyglądasz”, „Dziękuję, że jesteś”.

Hejt karmi się mrokiem i poczuciem osamotnienia. Światło i solidarność to jego najwięksi wrogowie. Nie bądźmy armią hejterów. Bądźmy społecznością kobiet, które się wspierają, a nie podcinają sobie skrzydła. Bo słowo ma moc stwarzania, ale ma też moc niszczenia. Wybór, którą z tych mocy posłużysz się dzisiaj, należy tylko do Ciebie.

Nie miej cudzej krwi na klawiaturze. Wybierz dobre słowo.